środa, 24 kwietnia 2013

Świat bez ryb?

Być może brzmi absurdalnie, ale... czym kończy się przełowienie w „mikroskali” ludzkość mogła przekonać się w 1992 roku, kiedy to w wyniku wieloletnich intensywnych połowów dorsza na Nowej Funlandii w Kanadzie ryb zabrakło. Niepohamowane działania człowieka doprowadziły nie tylko prawie całego wyginięcia gatunku w tym rejonie. Pracę straciło 40 tysięcy osób.

Przyroda dała nam ostrzeżenie i to bardzo mocne. Przykład Funlandii pokazał także długofalowe konsekwencje przełowienia. Mimo obowiązującego od 20 lat całkowitego zakazu połowów dorsza w tym rejonie, populacja tych ryb nigdy nie wróciła do rozmiarów jakie miała przed rozpoczęciem masowych połowów. Naukowcy uważają, że z jednej strony liczba pozostałych przy życiu osobników była zbyt mała, z drugiej strony na powrót dorszy nie pozwoliły inne gatunki, które wypełniły niszę ekologiczną.
Atlantycki tuńczyk błękitnopłetwy to jeden z gatunków już zagrożonych wyginięciem.
O jego zagrożeniu zadecydowała wysoka cena, spowodowana wykorzystaniem go jako
składnika tak bardzo popularnego ostatnio Sushi

Na podstawie tego przypadku, a nie jest to jedyny, choć najbardziej spektakularny,  przykład przełowienia, który doprowadził do całkowitego zaniku populacji, możemy budować dalsze wnioski. W Kanadzie pracę straciło 40 tysięcy osób, w przypadku wyginięcia większości gatunków ryb pracę straci 200 milionów ludzi utrzymujący się teraz z rybołówstwa, nie mówiąc już o konsekwencjach żywieniowych dla znacznej części świata. Tymczasem dane statystyczne mówią że 90% zasobów dużych ryb, takich, które uwielbiamy i stanowią podstawę naszej ryby diety zostało już wyłowionych. Wśród zagrożonych gatunków znajdują się tak popularne jak: halibut, łosoś, tuńczyk, merlin czy flądra.

Jedną z dróg ratunku populacji ryb są ustalane limity połowów, które pomagają odbudować się ławicom. Niestety władze wielu państw nadal nie zrozumiały zagrożenia i tego, że już wkrótce łowić nie będzie czego. Silny wpływ na to mają lobby związane z rybołówstwem. Z tego powodu ustalane limity często są wyższe o kilkaset procent od tych, które proponują naukowcy. Nawet takie ustalenia, które nie gwarantują należytej ochrony zagrożonym gatunkom,  są niejednokrotnie łamane przez rybaków.

Czy to oznacza, że mamy nie jeść ryb? Oczywiście, że nie. Możemy jednak chronić zagrożone gatunki dokonując świadomego wyboru i jedzenie tych ryb, które nie są zagrożone wyginięciem.

Brak komentarzy :

Prześlij komentarz