sobota, 27 kwietnia 2013

Martwa Zatoka

Skoro było o rybach to zostańmy jeszcze chwilę przy wodzie. Woda jest źródłem życia. Od niej wszystko się zaczęło i dzięki niej istniejemy. Podwodny świat, z którego pierwsze organizmy wyszły na ląd przed ponad 360 milionami lat, potrafi zachwycać różnorodnością i wielością żyjących w nim organizmów. Wola przetrwania życia w morskich głębinach jest ogromna. Nawet najgłębsze obszary dotychczas uważane za podwodne pustynie, w świetle najnowszych badań wskazują na coś zupełnie innego – ryby żyją nawet na głębokości 8km! Życie w ocenach można znaleźć więc wszędzie, a przynajmniej do niedawna można było znaleźć wszędzie, bo coraz więcej obszarów morskich, kiedyś pełnych życia, dziś jest całkowicie pozbawiona tlenu.

martwa strefa w Zatoce Meksykańskiej. Na czerwono zaznaczono obszary całkowicie pozbawione
tlenu i życia.Kolorem szarym zaznaczono granice poszczególnych stanów. Daje to pojęcie o wielkości zjawiska. Od lewej: od lewej Teksas, Luizjana, Missisipi

W latach 60. ubiegłego wieku znanych było takich miejsc 49. Dziś ich liczba przekracza 400 – całkowicie nieprzyjaznych i martwych. Najbardziej znanym jest Zatoka Meksykańska. Przyczyną tego zjawiska jest azot, jeden z podstawowych składników nawozów sztucznych, niezbędny do rozwoju roślin i dostający się do wody. Azot, tak samo jak sprzyja roślinom na ziemi, przyczynia się również do olbrzymiego rozrostu alg (wodorostów) w wodzie, które ginąc opadają na dno. Tam stają się pożywieniem dla mikroorganizmów zużywających tlen. Wtedy zaczyna go brakować rybom i innym morskim stworzeniom, które masowo giną. Wreszcie w pozbawionym tlenu środowisku rozmnażają się bakterie beztlenowe, produkujące silnie trujący siarkowodór – tak właśnie dzieje się w Zatoce Meksykańskiej, której martwy obszar obejmuje już 20 000 km kwadratowych. 

piątek, 26 kwietnia 2013

Co możesz zrobić?

Co możemy zrobić aby chronić gatunki i przyrodę? Hmm... mam kilka pomysłów, ale obawiam się, że na potrzeby tego bloga mogłyby zostać uznane za zbyt radykalne ;) Jeśli nie chcesz przypinać się do drzew, malować futer sprayem, kłaść się pod walcem lub strzelać do kłusowników to na początek proponuję odwiedzić stronę sos.wwf.pl i stworzyć swój dekalog ekologiczny. Strona w prosty sposób pokazuje, co każdy z nas, w codziennym życiu może zrobić, aby pomóc przyrodzie i zmniejszyć swój ekologiczny ślad.



Bardziej zainteresowanym tematem proponuję lekturę całej polskiej strony  World Wide Fund for Nature organizacji założonej w 1961 i będącej autorem raportu na temat stanu naszej planety.

czwartek, 25 kwietnia 2013

Smutnych "Przygód kilka Wróbla Ćwirka"

Niedawno miałem okazję rozmawiać o polskich bajkach – o tym jakie były i o tym, że dziś już ich nie ma. Wśród wspominanych przez nas kreskówek znalazła się również bajka „Przygód kilka Wróbla Ćwirka”. Wspomnienie tej bajki przypomniało mi, że wróbli dawno nie widziałem już nie tylko w bajkach. Zacząłem uważniej obserwować otoczenie i chociaż  udało mi się zobaczyć kilka wróbli to miałem wrażenie, że jest ich niezmiernie mało. Okazało się, że nie jest to tylko moja obserwacja.

Wróble znikają z całego świata, a skala tego zjawiska zaskakuje. Przykładowo w Warszawie 30 lat temu było 50 tysięcy par wróbli. Obecnie jest ich o ok. 40 proc. mniej. W innych europejskich miastach jest jeszcze gorzej, w Hamburgu i Londynie jest ich o 80 proc. mniej niż w latach 80. XX wieku.

już dzisiaj zobaczenie takiej grupy wróbli jest bardzo trudne
Dlaczego wróble giną? Przyczyn drastycznego zmniejszenia populacji wróbla należy ponownie szukać w działaniach człowieka i ubocznych efektach naszego rozwoju technologicznego. Przede wszystkim dzięki nawozom i opryskom zmniejszona została ilość szkodników roślin, które są jednym z głównych źródeł pożywienia wróbla. Zmniejsza się także ilość małych gospodarstw rolnych, w których wróble miały łatwy dostęp do ziarna. W tej sytuacji głównym źródłem pożywienia dla wróbla stały się śmietniki. Plastikowe worki na śmieci, tak dziś powszechnie stosowane, są jednak dla tych małych ptaków często przeszkodą nie do przebycia. Na zmniejszenie populacji wróbla duży wpływ ma także modernizacja budynków polegająca na ich ocieplaniu, która likwiduje wszelkie załomy i dziury będące naturalnym miejscem gniazdowania wielu gatunków ptaków, nie tylko wróbli.

Pozornie może wydawać się że zniknięcie wróbli z naszego krajobrazu nie będzie miało żadnych konsekwencji, poza sentymentalnymi. O tym, że może być zupełnie inaczej świadczy przykład Chin. W latach 1958-1963 w ramach wielkiego skoku przeprowadzono tam kampanię „Zwalczanie czterech plag”, która objęła również zwalczanie wróbli mających, według władz, wyjadać ziarno przeznaczone na zasiewy. Masowe tępienie wróbla doprowadziło do eksplozji szkodników niszczących plony czego konsekwencją stało się powiększenie panującej w tym czasie w Chinach klęski głodu kosztującej życie 20-40 mln ludzi.

środa, 24 kwietnia 2013

Świat bez ryb?

Być może brzmi absurdalnie, ale... czym kończy się przełowienie w „mikroskali” ludzkość mogła przekonać się w 1992 roku, kiedy to w wyniku wieloletnich intensywnych połowów dorsza na Nowej Funlandii w Kanadzie ryb zabrakło. Niepohamowane działania człowieka doprowadziły nie tylko prawie całego wyginięcia gatunku w tym rejonie. Pracę straciło 40 tysięcy osób.

Przyroda dała nam ostrzeżenie i to bardzo mocne. Przykład Funlandii pokazał także długofalowe konsekwencje przełowienia. Mimo obowiązującego od 20 lat całkowitego zakazu połowów dorsza w tym rejonie, populacja tych ryb nigdy nie wróciła do rozmiarów jakie miała przed rozpoczęciem masowych połowów. Naukowcy uważają, że z jednej strony liczba pozostałych przy życiu osobników była zbyt mała, z drugiej strony na powrót dorszy nie pozwoliły inne gatunki, które wypełniły niszę ekologiczną.
Atlantycki tuńczyk błękitnopłetwy to jeden z gatunków już zagrożonych wyginięciem.
O jego zagrożeniu zadecydowała wysoka cena, spowodowana wykorzystaniem go jako
składnika tak bardzo popularnego ostatnio Sushi

Na podstawie tego przypadku, a nie jest to jedyny, choć najbardziej spektakularny,  przykład przełowienia, który doprowadził do całkowitego zaniku populacji, możemy budować dalsze wnioski. W Kanadzie pracę straciło 40 tysięcy osób, w przypadku wyginięcia większości gatunków ryb pracę straci 200 milionów ludzi utrzymujący się teraz z rybołówstwa, nie mówiąc już o konsekwencjach żywieniowych dla znacznej części świata. Tymczasem dane statystyczne mówią że 90% zasobów dużych ryb, takich, które uwielbiamy i stanowią podstawę naszej ryby diety zostało już wyłowionych. Wśród zagrożonych gatunków znajdują się tak popularne jak: halibut, łosoś, tuńczyk, merlin czy flądra.

Jedną z dróg ratunku populacji ryb są ustalane limity połowów, które pomagają odbudować się ławicom. Niestety władze wielu państw nadal nie zrozumiały zagrożenia i tego, że już wkrótce łowić nie będzie czego. Silny wpływ na to mają lobby związane z rybołówstwem. Z tego powodu ustalane limity często są wyższe o kilkaset procent od tych, które proponują naukowcy. Nawet takie ustalenia, które nie gwarantują należytej ochrony zagrożonym gatunkom,  są niejednokrotnie łamane przez rybaków.

Czy to oznacza, że mamy nie jeść ryb? Oczywiście, że nie. Możemy jednak chronić zagrożone gatunki dokonując świadomego wyboru i jedzenie tych ryb, które nie są zagrożone wyginięciem.

wtorek, 23 kwietnia 2013

Zmierz swój ślad…

a dokładnie swój ślad ekologiczny, który jest, najprościej mówiąc, siłą naszego oddziaływania na środowisko. Na nasz ślad wpływa sposób wykorzystania przez nas zasobów naturalnych oraz poziom naszej konsumpcji. Wśród parametrów branych pod uwagę w obliczaniu wielkości śladu brane są także: emisja CO2, wynikająca z działalności ludzi, wielkość pól przeznaczonych pod uprawy i hodowlę zwierząt, ilość drewna pozyskiwanego z lasów oraz poławianych ryb i owoców morza, a także budowa naszej infrastruktury. Wartości te rosną wraz ze wzrostem konsumpcji - im większa konsumpcja tym większy ślad na środowisku zostawiamy, a przyroda potrzebuje więcej czasu aby ten ślad zatrzeć.




Jeśli chcesz wiedzieć jaki jest Twój ślad kliknij w ten link. Pod tym adresem zamieszono krótki quiz, który choć mocno uproszczony, to może dać nam dużo do myślenia. Po odpowiedzi na kilka pytań dowiesz się jaki obszar ziemi jest potrzebny aby utrzymać Twój styl życia. Pamiętaj że przy obecnej liczbie mieszkańców Ziemi, każdy człowiek może wykorzystać maksymalnie 1,8 globalnego hektara rocznie. Przekroczenie tej wartości prowadzi do wyczerpania zasobów naturalnych.

Jeśli masz więcej czasu zapoznaj się z kalkulatorem Twojej emisj CO2 . Kalkulator wyliczy, jaki jest Twój wpływ na środowisko, związany ze spalaniem paliw kopalnych. Nie tylko z transportu czy mieszkania, ale również z uwzględnieniem konsumpcji towarów przemysłowych, żywności i wszystkich pozostałych sfer życia. Kalkulator pomoże też zrozumieć, co musisz zrobić aby zmniejszyć emisję tego szkodliwego gazu.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Trochę inna dieta

Jednym z najważniejszych i najtrudniejszych problemów, które stoją przed człowiekiem jest kwestia wyżywienia rosnącej ludzkiej populacji. Mamy w tym względzie nawet pewne osiągnięcia. Powszechne stosowanie nawozów sztucznych i środków ochrony roślin wydanie zwiększyło plony osiągane z hektara ziemi. Sukces ten osiągnięto jednak za cenę dużych strat w postaci wysokiego skażenia środowiska, czego przykładem jest zagłada pszczół czy martwa zatoka meksykańska (informacje o nich znajdą się w kolejnych postach). Inną metodą zwiększenia plonów jest zwiększenie areałów upraw, co niesie skutki nawet bardziej dalekosiężne niż stosowanie nawozów. Coraz więcej wskazuje na to, że kluczem do naszego wyżywienia nie będzie zwiększenie produkcji. Stać się nim może zmiana nawyków żywieniowych, a przede wszystkim ograniczenie spożycia mięsa. Skąd taki pomysł? Wskazują na to proste wyliczenia. Aby wyprodukować 1 kg mięsa potrzeba 12 kg zboża i soi, które można wykorzystać do wyżywienia ludzi zamiast zwierząt. To nie jedyne szokujące kalkulacje pokazujące przewagę ekologiczną żywności roślinnej nad zwierzęcą.Warto przytoczyć ich więcej. Aby uzyskać 1 kg pszenicy potrzeba 190 litrów wody. Tymczasem na tę samą ilość mięsa potrzeba zużyć średnio 20 000 litrów wody! Ilość ziemniaków, które można uzyskać z 1 akra ziemi to 18 000 kg, tymczasem ilość wołowiny, którą można wyprodukować na tym samym obszarze to zaledwie 112 kg.

Nie namawiam nikogo do rezygnacji z mięsa – myślę jednak, że bez wielkiej straty dla nas moglibyśmy ograniczyć jego spożycie. Gdyby mieszkańcy USA ograniczyli jedzenia mięsa o 10% uzyskane oszczędności pozwoliłyby na wykarmienie 100 milionów ludzi. Należy też zauważyć, że spożycie mięsa, zawłaszcza w krajach rozwiniętych, wcale nie wynika z naszych potrzeb żywieniowych, a ze sztucznie stworzonego popytu, którego efektem są obecne nawyki żywieniowe. To prawda, że ludzie mięso jedli od zawsze, ale jedli je rzadko – często tylko raz tygodniu. Również wszelkie zalecenia dietetyczne jako podstawę żywienia zalecają warzywa i zboża, mięso umieszczając najczęściej na szczycie piramidy żywieniowej. A zatem Drodzy Państwo, czas na warzywa!!!

niedziela, 21 kwietnia 2013

Nu, zajec! Nu pagadi!

Informacje o zagrożonych wyginięciem egzotycznych gatunkach w mniejszej czy większej części, ale trafiają do mediów i świadomości zbiorowej. Dla większości ludzi nie jest tajemnicą fakt drastycznego zmniejszania populacji tygrysów, nosorożców czy słoni. Coraz częściej jednak przed widmem zagłady stają gatunki dotychczas pospolite, o dużej liczbie osobników. Nie są one co prawda już skazane na wymarcie, jednak drastycznie zmniejszająca się ich liczebność już teraz powinna budzić niepokój. Jednym z takich gatunków jest zając. W latach 70. XX wieku szaraków było w Polsce ok. 3,5 mln. Obecnie jest ich tylko ok. 500 tys. sztuk.
młody zając szarak

Przyczyn tak znacznego spadku liczebności gatunku ekolodzy upatrują w zmianach w rolnictwie, którego produkty stanowią jeden z podstawowych składników diety zajęcy.Wśród najważniejszych negatywnych zmian należy wymienić powszechne stosowanie środków chemicznych, tworzenie jednorodnych wielohektarowych gospodarstw zasianych roślinami, których zające nie jedzą. Ten mały ssak ma też wielu naturalnych wrogów – do najważniejszych należą lisy i ptaki drapieżne. Jest nim także człowiek, gdyż strzelanie do tych zwierząt stanowi jedną z ulubionych rozrywek myśliwych. Z ich rąk ginie w Polsce 17-19 tys. zajęcy rocznie. Środowisko to broni się jednak przed zarzutami twierdząc, że znacznie przyczynia się do ochrony tego gatunku przez hodowlę i wypuszczanie na wolność młodych osobników. Temu faktowi trudno zaprzeczyć. Jeszcze trudniej jednak przyklaskiwać motywacji działania myśliwych, kiedy są nimi polowania. Pokazuje to też dyskusja, w której przeciwnicy wprowadzenia w Polsce całkowitego zakazu polowania na zające argumentowali swój sprzeciw tym, że po wprowadzeniu zakazu myśliwi stracą motywację do ich ochrony. 

Więcej na temat przyczyn zmniejszania się populacji zajęcy w Polsce można przeczytać tutaj: patrz raport

sobota, 20 kwietnia 2013

Requiem dla gołębia wędrownego

Uśmiercenie, a raczej eksterminację gatunku gołębia wędrownego należy uznać za jedno ze „szczytowych osiągnięć” człowieka w kwestii niszczenia przyrody. Jedna z największych, jeśli nie największa, masakra przyrodnicza w dziejach ludzkości jest też naocznym przykładem tego, że nawet najbardziej liczne i pospolite gatunki wobec działań człowieka, i w spotkaniu z nim, nie mają szans na przetrwanie.
W 1881 roku na Coney Island, NY podczas
jednej imprezy "sportowej" zabito 20 000 gołębi

Gołąb wędrowny był najliczniejszym gatunkiem ptaka istniejącym na Ziemi w czasach historycznych. Liczebność tych ptaków w Ameryce Północnej, która była siedliskiem ich bytowania,  szacowano na 4 do 5 miliardów sztuk! Gołębie wędrowne formowały się w ogromne stada o szerokości do 1,5 km i długie na kilkaset kilometrów, a przelot tworzącej chmurę masy ptaków był, według relacji ówczesnych świadków, niezwykłym zjawiskiem świadczącym o potędze natury – największe zaobserwowane pojedyncze stado liczyło podobno 2 miliardy sztuk!

Wydało się że tak ogromnej populacji nie może nic zagrozić… a jednak. Pierwszym zagrożeniem dla gatunku stała się masowa wycinka lasów, które były naturalnym środowiskiem tych ptaków i zasiedlanie wykarczowanych terenów przez ludzi. Ostateczną zagładę gatunkowi przyniósł jednak popyt na ich mięso. Ogromna liczebność ptaków i łatwość polowań powodowała, że była to przez długi czas najtańsza i najłatwiej dostępna dziczyzna w Ameryce Północnej. Wśród ówczesnych metod stosowanych przy polowaniu na gołębie wymienia się m.in. nasączanie ziarna, które jadły gołębie spirytusem oraz podpalanie ognisk pod drzewami, na których ptaki miały gniazda.

Martha (zm. 1914)
- ostatni gołąb wędrowny

Ptaki te zabijano jednak nie tylko dla mięsa. Dla wielu stanowiły zwykłe tarcze strzelnicze. Polowania na nie trwały cały wiek XIX. Tymczasem już w połowie tego wieku nastąpiły symptomy spadku liczebności gatunku. Liczba zabijanych gołębi szybko przekroczyła liczbę ich narodzin. Utrzymaniu gatunku nie sprzyjał także fakt tego, że samica w jednej chwili wysiadywała tylko jedno jajo. Mimo ostrzeżeń bardziej świadomej części społeczeństwa, a nawet poruszenia sprawy w amerykańskim Kongresie, uznano że niebezpieczeństwa zagłady gatunku nie ma i kontynuowano naganny proceder. Kiedy rzeczywistość dotarła do szerszej świadomości społecznej było już za późno. Według niektórych źródeł ostatni żyjący na wolności gołąb wędrowny zginął w 1900 r., zastrzelony przez kilkunastoletniego chłopca. 14 lat później smutna historia gołębia wędrownego dopełniła się, gdy padł ostatni przedstawiciel tego gatunku przetrzymywany w ZOO.


piątek, 19 kwietnia 2013

rekin vs. człowiek 0:1

Rekiny, o których wiedzę i poglądy mojego pokolenia (nie będę się wywyższał i dodam że również moje) w znacznej części ukształtowały filmy z serii „Szczęki” są jednymi z niewielu zwierząt, które osiągnęły sukces ewolucyjny legitymujący 400 milionami lat istnienia gatunku!!! Rekiny nie tylko są jednymi z najstarszych gatunków na Ziemi, pełnią też ważną rolę w morskim ekosystemie. Zdawało by się, że tej będącej na szczycie morskiego łańcucha pokarmowego rybie (a przynajmniej jej drapieżnej części, bo są i takie, które żywią się planktonem) nic nie zagraża. Człowiek potrafi zjeść jednak wszystko i rekin nie jest tu wyjątkiem.

z 360 znanych gatunków rekina tylko kilka jest
niebezpiecznych dla ludzi
W zasadzie cały rekin człowiekowi nie jest potrzebny – wystarczą płetwy, bo z nich robi się tradycyjną chińską, a ostatnio bardzo modną na całym świecie, zupę. Sytuacji rekinów nie polepsza fakt, że dla człowieka zabijanie rekinów stanowi niezwykle atrakcyjny biznes. W Hongkongu ceny płetw wahają się pomiędzy 90 a 300 euro za kilogram. Rekiny płetwy tracą najczęściej jeszcze na pokładzie statku, który je wyłowił. Ponieważ po całej operacji reszta rekina (a w zasadzie jego zasadnicza część) najczęściej nie jest już potrzebna, trafia z powrotem do wody. W jakich męczarniach ryba kończy żywot nie trzeba opowiadać. Warto jednak dodać, że w ten lub podobny sposób z rąk człowieka ginie ich około 100 milionów rocznie. To tak jakby zupełnie wyludnić w ciągu roku obszar wielkości Polski – i to prawie 3 razy.

Dzieci i ryby głosu nie mają

Dlatego w ich imieniu mówić muszą dorośli. A mówić trzeba szybko, bo za chwilę może nie być o czym. Już wkrótce zobaczenie ryby, nawet na talerzu, może być równie łatwe jak trafienie szóstki w totka. Największym problemem ryb, niewidocznym z perspektywy marketowych lodówek, jest przełowienie. Nazwą tą określa się nadmierną eksploatację łowisk prowadzącą do takiego spadku liczebności ryb, która uniemożliwia ich odtworzenie. Według niektórych szacunków już 75% łowisk na świecie jest przełowiona lub całkowicie wyeksploatowana. Problem ten nie dotyczy tylko biednych krajów, dla których ryby są podstawą żywienia i ich brak doprowadzić może do załamania gospodarki (w Azji ryby dostarczają 23% spożywanego przez ludzi białka, a w Afryce Zachodniej już 50%, podczas gdy średnia światowa wynosi jedynie 15%). W statystykach przełowienia króluje nowoczesna i ekologiczna Unia Europejska. Problem w tym, że wśród oficjalnych czynników nie ma zgodny na ustalenie takich limitów połowu, które umożliwiłyby odrodzenie gatunków. Do czego to prowadzi postaram się opisać w kolejnym poście.
definicja przełowienia...

Problemem nie jest tylko nadmierny połów. Rocznie na całym świecie łowi się około 140 mln ton ryb, z czego 90 mln to ryby żyjące w naturze, reszta pochodzi z hodowli. Statystyki nie mówią jednak nic o tym co dzieje się na pokładach statków i kutrów rybackich, a co niezmiernie wpływa na stan zasobów w naszych morzach i oceanach. Wielkość oczek w sieciach rybackich regulowana między innymi Konwencją w sprawie regulowania oczek sieci rybackich rybach. Jej założenia teoretycznie mają pozwolić na przepłynięcie młodych, niewymiarowych ryb przez oczka sieci. W rzeczywistości ich wielkość powoduje, że większość z nich w sieci zostaje. Oczywiście ryby zbyt małe, młode lub niechcianych gatunków, które zaplątały się w sieci trafiają do wody, często jednak już martwe. W ten sposób gatunki, które tracą młode osobniki nie mają szans odbudować się. Szacunki mówiące ile ryb ginie w ten sposób są bardzo różne, ale pewnością nie jest to mniej niż 10% wszystkich złowionych ryb. Niektóre źródła mówią nawet o 27 milionach ton...

czwartek, 18 kwietnia 2013

Tragedia Jeziora Aralskiego

Niekontrolowane wysychanie Jeziora Aralskiego jest jednym z najdrastyczniejszych przykładów bezmyślności i arogancji ludzkiej prowadzących do ogromnej katastrofy ekologicznej. W latach 60. ubiegłego wieku jezioro to było czwartym co do wielkości jeziorem na świecie i zajmowało obszar zbliżony do wielkości Irlandii. W wyniku radzieckiego programu zakładającego wykorzystanie dwóch dopływów jeziora (Amu-darii na południu oraz Syr-darii na północy) do nawadniania pól bawełnianych i ryżowych doprowadzono do prawie całkowitego wyschnięcia jeziora. Co gorsza, nieprawidłowe założenia planu spowodowały nie tylko wyschnięcie zbiornika, ale nie pomogły też polom uprawnym. Znaczna część odprowadzonej z dopływów jeziora wody po prostu wsiąkła w ziemię nie przynosząc nikomu żadnych korzyści.

Drastyczne zmniejszenie obszaru zajmowanego przez jezioro było tylko pierwszą z katastrof inicjującą kolejne zmiany w regionie. Kolejną tragedią był 10-krotny wzrost zasolenia wody w pozostałej jeszcze części zbiornika, co pozbawiło dostępu do słodkiej wody tysiące ludzi. Na domiar złego zmniejszanie się ogromnego niegdyś jeziora doprowadziło do zmiany klimatu w całym regionie, który z morskiego przekształcił się w kontynentalny. Efektem są, niewystępujące tam wcześniej, gorące lata, które przyśpieszyły parowanie wody. W rejonie bogatego w życie jeziora pozostała obecnie jedynie pustynia…

porzucone statki rybackie na pustyni powstałej po wyschnięciu jeziora

Ostatnim akordem tragedii była utrata pracy przez tysiące ludzi, żyjących dotychczas dzięki bogactwu wody. Obecnie trwają próby uratowania ostatniego północnego skrawka jeziora, zwanego kiedyś, ze względu na rozmiary, Morzem Aralskim. Mimo ogromnych nakładów finansowych i budowy zapory mającej zatrzymać dalszy odpływ wody ze zbiornika, kolejne lata pokazują, że próba ta może ostatecznie się nie udać.

środa, 17 kwietnia 2013

Raport o stanie Ziemi

Jednym z najdoskonalszych źródeł informujących o tym, w jaki sposób ludzie korzystają z zasobów Ziemi i w jaki sposób ją traktują jest „Living Planet Report”. Najważniejszą konkluzją płynącą z publikowanego co dwa lata raportu jest fakt naszego ekologicznego życia na kredyt.

Obecnie w ciągu roku zużywamy o 50% więcej zasobów Ziemi niż może ona w analogicznym czasie odtworzyć. Jest to jednak tylko średnia. Oczywiście są państwa, które zużywają tych zasobów znacznie więcej. Niechlubny prym wiodą Stany Zjednoczone, które zużywają zasoby o 600% większe niż powinny. Inaczej mówiąc, gdyby wszyscy ludzie na Ziemi, żyli tak jak Amerykanie (a jest to marzeniem pewnie niejednego człowieka) potrzebowalibyśmy 6 takich planet jak Ziemia, żeby nie doprowadzić do szybkiego wyczerpania zapasów zasobów naturalnych i zniszczenia środowiska.

Również Polska nie wypada w tym raporcie najlepiej – zużywamy o 100% zasobów więcej niż Ziemia może nam zaoferować bez konsekwencji dla niej. Stawia nas to w pierwszej pięćdziesiątce państw najwięcej czerpiących z zasobów naszej planety.

Co stanie się jeśli nadal będziemy korzystać z bogactw Ziemi w ten sposób? Mówiąc najprościej kredyt się skończy, a my będziemy musieli spłacić go w całości, natychmiast...i to z odsetkami. Wnioski płynące z raportu, choć bardzo proste, dla większości nie są oczywiste. Dowodem tego są kolejne edycje „Living Planet Report”, które wskazują, że kredyt, który zaciągamy wobec ziemi z każdym rokiem jest coraz większy.

Zainteresowanym polecam pełną wersję raportu: „Living Planet Report”, a w kolejnych postach postaram się przybliżyć kilka z długów, które zaciągnęliśmy.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Jeże...

Nie wiem, czy można zadedykować komuś bloga, ale mój chciałbym zadedykować jeżom, o których ostatnio ktoś mi opowiedział. Dlaczego nim? Bo to one zainspirowały mnie do jego napisania i do przemyślenia kilku rzeczy, które od dłuższego czasu bezładnie kołatały się w mojej głowie.


Istnienie tych konkretnych jeży uświadomiła mi rozmowa o Drogowej Trasie Średnicowej – sztandarowej inwestycji drogowej na Śląsku, ciągnącej się od lat 80. ubiegłego wieku. Podczas rozmowy dowiedziałem się, że ostatnio budowę tej trasy próbowali przerwać ekolodzy twierdząc, że zagraża ona populacji jeży w tym rejonie. Czy są one, w tym miejscu, faktycznie zagrożone? Tego nie wiem. Urzędnicy i inwestor twierdzą że nie, a cały problem jest mocno przesadzony. Rozmowa ta obudziła we mnie jednak pewną, być może małą odkrywczą,  refleksję dotyczącą władzy człowieka nad przyrodą. Zacząłem zastanawiać się dlaczego jeże (choć tak naprawdę były one tu tylko symbolem) mają mieć mniejsze prawo do przebywania na Ziemi od nas i dlaczego mamy decydować o ich losie. Przecież jesteśmy tylko jednym z wielu gatunków zamieszkujących tę planetę. Zacząłem przypominać sobie wszystkie znane mi przypadki, w których to ludzie byli przyczyną, czy to pośrednią czy bezpośrednią, zagłady różnych gatunków. Przypomniałem sobie ich bardzo dużo, myślę że starczyłoby na dwa takie blogi. Zacząłem sobie uświadamiać jak wielką władzę mamy nad przyrodą, nie tylko ożywioną, ale również nieożywioną i jak bardzo źle z tej władzy korzystamy.

Bezgranicznie czerpiemy ze spektrum możliwości, jakie władza nam przynosi, jednocześnie  na każdym możliwym polu unikamy odpowiedzialności z nią związaną. Zapominamy, że władza nad "jeżami" daje nam nie tylko możliwość ich wykorzystania do własnych celów lub unicestwienia, ale także możliwość ich uratowania. Czerpiemy z Ziemi pełnymi garściami nie dając jej nic w zamian. W moim przekonaniu ta postawa, w ostatecznym rozrachunku, przyniesie zgubne konsekwencje nie tylko przyrodzie, ale również nam i nie zgadzam się na to. Mam nadzieję, że ten blog będzie tego jakimś wyrazem.