Bezpośrednią pochodną kapitalizmu jest konsumpcjonizm i nie zmienia tego fakt, że przez wielu teoretyków kapitalizmu konsumpcjonizm był krytykowany. Dobrobyt w kapitalizmie, który nawiasem mówiąc jest domeną uprzywilejowanej części ludzkości, opiera się na ciągłym wzroście gospodarczym, a ten na wzroście produkcji. Problem w tym, że aby utrzymać wzrost produkcji trzeba mieć również konsumpcję. I to nie zwykłą konsumpcję wynikającą z rzeczywistych potrzeb człowieka, ale konsumpcję coraz większą, proporcjonalną do wzrostu produkcji.
Aby tego dokonać należy przekonać społeczeństwa do tego aby kupowały więcej niż potrzebują. Jak to zrobić? Metody są dwie. Pierwszą z nich jest przekonanie człowieka, że wysokość konsumpcji jest podstawową wartością i wyznacznikiem jakości jego życia. W ten właśnie sposób wykreowano trend zwany konsumpcjonizmem, który polega na „nieusprawiedliwionej (rzeczywistymi potrzebami oraz kosztami ekologicznymi, społecznymi czy indywidualnymi) konsumpcji dóbr materialnych”.
Jednak część społeczeństwa, zwłaszcza ta świadoma, posiadająca ukształtowany własny system wartości nie podąży za tym trendem. Dla nich wymyślono inną metodę zmuszającą do nabywania – zaplanowaną nieprzydatność produktu. Na pewno wielu z was zastanawiało się nad tym dlaczego kiedyś lodówka, pralka i wiele innych sprzętów pracowało 10-15 lat, a dziś połowa tego czasu to dla wielu urządzeń wynik trudny do osiągnięcia. Przyczyną jest właśnie planowany czas życia produktu, w którym, z góry zakłada się, który element i po jakim czasie zepsuje się. Jednocześnie elementy te projektuje się w taki sposób, aby ich naprawa nie była opłacalna – klient czy chce czy nie, zostaje zmuszony do zakupu nowego produktu. Działy do projektowania usterek mają już nawet największe i słynące z jakości koncerny.
Przykładów zaplanowanej nieprzydatność produktu można mnożyć bez liku. Jednym z najbanalniejszych, ale też i najciekawszych są słuchawki wkładane do uszu. Większość z nich psuje się po 3, najdalej 6 miesiącach od zakupu. Dlaczego? Przyczyną jest zaplanowana nieprzydatność produktu, a dokładnie w tym wypadku grubość przewodów dobrana w taki sposób, aby przepływający przez nie prąd elektryczny przepalił je po ściśle określonym czasie.
Genialne, prawda? Problem w tym, że konsumpcjonizm i nieadekwatny do potrzeb wzrost produkcji ma bardzo duży wpływ na nasze środowisko. Przez nadmierną produkcję i promowanie stylu życia ponad stan, bez względu na to czy jest nam coś potrzebne czy nie, wpływamy na zużycie zasobów naturalnych i pozostawiamy coraz dłuższy ślad ekologiczny (więcej o śladzie). Rosnąca konsumpcja (i to ta, której nie potrzebujemy) nie odpowiada ilości surowców jakie może dostarczyć nam ziemia, a nawet stoi w jawnej sprzeczności z nią.
Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o planowaniu życia produktu zapraszam do obejrzenia genialnego filmu dokumentalnego…
Brak komentarzy :
Prześlij komentarz